sobota, 21 lutego 2009

Street Fighter IV

Powiem krótko, bo jestem wypity, bo teściu z trasy wrócił(na tirze jeździ, to jak wraca, nie ma lekko z alko) - Street Fighter IV to gra, której potrzegował każdy Gracz przez duże G. To jedyna prawowita kontynuacja Street Fightera II(sorry SF III, byłeś zajebisty, ale tego... no..), nad którym wszyscy się śliniliśmy wieki temu. To pierwsza gra na X360, która po 1,5 roku zmusiła mnie do zakupienia 3 miesięcznego live'a - tylko po to, żeby napierdalac frajerom Shoryuu-reppy i inne Shinryukeny. Miód jaki wylewa się z ekranu jest tak gesty, że nie denerwuje się kiedy przegram z kimś na Live, co nie zdarzyło się od COD4. Kurwa, moja żona już nienawidzi SF IV, bo pomimo jej, 1,5 rocznego dziecko, każdą wolną, bądź też nie nie, spedzam na pykaniu Hadoukenów frędzlom z całego śwata. Ta gra jest po prostu boska. Zdaje sobie sprawę z tego, że wielu ludzi się zawiodło - mieli straszny hype, ale są świeżakami i nie kumają magii SF. Buractwo nie popłaca. SF IV to najlepsza rzecz, która się mogła zdarzyć tej generacji konsol. Rzekłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz